Inspekcja Weterynaryjna wykryła progesteron w próbkach mięsa wołowego pochodzącego z Urugwaju i Argentyny. Pobranie próbek było bezpośrednią konsekwencją wcześniejszego powiadomienia dotyczącego nieprawidłowości w wołowinie z Brazylii.

Wyniki trafiły do unijnego systemu wczesnego ostrzegania o niebezpiecznej żywności i paszach — RASFF (Rapid Alert System for Food and Feed). Wygenerowano powiadomienia informacyjne, a kontrole są kontynuowane.

Dlaczego progesteron w wołowinie to problem

Progesteron to hormon płciowy. W Unii Europejskiej stosowanie hormonów wzrostu i substancji hormonalnych w tuczu bydła jest zakazane od 1989 roku. Kraje spoza UE — w tym Brazylia, Argentyna i Urugwaj — dopuszczają stosowanie takich substancji na własnych zasadach, często mniej restrykcyjnych.

Import wołowiny z tych krajów do UE podlega kontrolom właśnie pod kątem obecności substancji niedozwolonych. Kiedy pojawia się sygnał z jednego kraju — jak w tym przypadku z Brazylii — służby weterynaryjne poszerzają zakres badań na inne kierunki importu.

Powiatowi lekarze weterynarii w zakładach przetwórstwa mięsnego mają teraz wyraźne wytyczne: przy surowcu z krajów trzecich, gdzie hormony są stosowane legalnie, zakład musi uwzględnić to zagrożenie w analizie ryzyka. Poziom kontroli musi być adekwatny do poziomu ryzyka — nie symboliczny.

Interpretacja wyników jest trudniejsza, niż wygląda

Progesteron nie jest substancją wyłącznie syntetyczną. Organizm bydła wytwarza go endogennie — naturalnie, niezależnie od żadnych podań z zewnątrz. To sprawia, że samo stwierdzenie obecności progesteronu w mięsie nie jest automatycznie dowodem nielegalnego stosowania hormonów.

Europejskie Laboratorium Referencyjne potwierdziło wprost: rzeczywiste stężenia progesteronu w mięsie są trudne do interpretacji w kontekście nielegalnego użycia tej substancji. Brakuje pełnych danych o tym, jakie poziomy progesteronu są naturalnie spotykane u różnych gatunków zwierząt rzeźnych w różnych stanach fizjologicznych.

Stężenie hormonu zmienia się zależnie od wieku zwierzęcia, płci i stanu fizjologicznego — krowa w różnych fazach cyklu lub w ciąży będzie miała zupełnie inne wartości niż byk czy jałówka. Bez jasnych wartości referencyjnych dla każdej z tych grup, jednoznaczne rozstrzygnięcie czy mamy do czynienia z naturalnym poziomem czy z niedozwoloną praktyką wymaga pogłębionej analizy.

To nie zmienia faktu, że wykrycie progesteronu uruchamia procedury RASFF i dalsze działania urzędowe — system działa na zasadzie ostrożności, nie czeka na pewność.

Co to oznacza dla zakładów przetwarzających importowaną wołowinę

Zakłady skupujące lub przetwarzające wołowinę spoza Unii Europejskiej mają teraz jasno postawione wymaganie: analiza zagrożeń musi uwzględniać ryzyko hormonalne proporcjonalnie do kraju pochodzenia surowca. Nie wystarczy ogólny zapis w dokumentacji — jeśli surowiec pochodzi z Argentyny, Urugwaju, Brazylii czy innego kraju stosującego hormony w hodowli, zakład musi to wyraźnie odzwierciedlić w swoich procedurach kontroli.

Powiatowi lekarze weterynarii mają aktywnie weryfikować, czy zakłady spełniają ten wymóg. Kontrole są prowadzone w ramach bieżących działań urzędowych — nie czekają na kolejne powiadomienie z RASFF.

Dla polskich hodowców bydła ta sprawa ma wymiar rynkowy. Unijna produkcja wołowiny odbywa się bez hormonów wzrostu — to wymóg prawny, nie wybór. Każde wykrycie substancji hormonalnych w imporcie spoza UE to jednocześnie przypomnienie, że wołowina z krajów o łagodniejszych przepisach weterynaryjnych trafia na ten sam rynek, na którym sprzedają polscy producenci.

Postępowania w sprawie wykrytego progesteronu w partiach z Urugwaju i Argentyny są nadal w toku.