Fundacja na rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa (FDPA) opublikowała raport „Polska Wieś 2026. Raport o stanie wsi", a towarzysząca mu debata pokazała, że demograficzne napięcia na polskiej wsi narastają szybciej, niż chciałoby się przyznać. Starzenie się rolniczych społeczności, migracje młodych i rosnąca rola kobiet w gospodarstwach to procesy, które już teraz zmieniają strukturę polskiego rolnictwa.

Prezes KRUS Tomasz Ślusarczyk, który zabrał głos podczas debaty, odwołał się do wniosków z konferencji naukowej Kasy z 12 maja br., zatytułowanej „Między stabilnością a zmianą. Przyszłość systemu ubezpieczenia społecznego rolników". Obraz, który z niej wyłonił się, jest jednoznaczny: polska wieś starzeje się szybciej niż Polska jako całość, a tempo tego procesu jest nierównomierne. Najszybciej starzeją się regiony z rozdrobnioną strukturą agrarną, gdzie dominują małe, rodzinne gospodarstwa. Rośnie tam liczba właścicieli w wieku 60 lat i więcej.

Ślusarczyk nie przedstawił tego jako katastrofy. Jak zaznaczył, to konsekwencja modelu rodzinnego, w którym starsze pokolenie pracuje tak długo, jak pozwala zdrowie. Inaczej mówiąc: w polskim rolnictwie nie ma przymusowej granicy emerytalnej, a ziemia trzyma ludzi przy sobie dłużej niż etat w fabryce.

Osobnym wątkiem są migracje. Młodzi nie zrywają z gospodarstwem, ale też nie wracają do niego na stałe. Pracują w mieście, dojeżdżają, pomagają w sezonie. Ślusarczyk nazwał to wprost rolnictwem wielozawodowym: nowym modelem, w którym jedno pokolenie łączy dwa światy. Dla systemu ubezpieczeń społecznych to wyzwanie, bo taki rolnik bywa ubezpieczony raz w ZUS, raz w KRUS, a raz nigdzie.

Kobiety przejmują stery. Liczby mówią same za siebie

Raport przynosi dane, które w codziennej rozmowie o polskim rolnictwie rzadko wybijają się na pierwszy plan. W grupie wiekowej 43–48 lat w KRUS ubezpieczonych jest ponad 86 tysięcy kobiet, a w grupie 49–54 lata już 104 tysiące. Ślusarczyk określił to mianem cichej rewolucji, która zmienia strukturę polskiej wsi. Rolniczki łączą pracę w gospodarstwie z obowiązkami rodzinnymi i opiekuńczymi, a jednocześnie coraz częściej formalnie przejmują gospodarstwa po rodzicach lub mężach.

To przesunięcie ma konsekwencje praktyczne. Polityka rolna, programy wsparcia, szkolenia, a nawet ergonomia maszyn rolniczych przez dekady projektowane były z myślą o mężczyźnie jako głównym operatorze. Rosnący udział kobiet w prowadzeniu gospodarstw stawia pytanie, czy instytucje nadążają za tym przesunięciem.

Zdrowie rolników pod presją. KRUS sięga po profilaktykę

Kolejny wniosek z majowej konferencji KRUS dotyczy zdrowia. Rolnicy tracą je szybciej niż przeciętny mieszkaniec Polski. Ślusarczyk wskazał, że to wyzwanie, które powinno stać się priorytetem polityki publicznej, nie tylko ubezpieczeniowej. KRUS odpowiada na to rozbudowaniem systemu działań prozdrowotnych: sześć Centrów Rehabilitacji Rolników, kampania „Dobrostan Rolnika" i programy profilaktyczne mają przesuwać ciężar opieki z hospitalizacji na dostępną opiekę ambulatoryjną.

Za tym sformułowaniem kryje się konkretna ekonomika: leczenie rolnika po zawale lub po ciężkim wypadku przy pracy kosztuje wielokrotnie więcej niż regularne badania i rehabilitacja. KRUS od lat zmaga się z tym rachunkiem, bo jego ubezpieczeni to populacja z wyższym niż przeciętny odsetkiem chorób układu krążenia, chorób kręgosłupa i urazów. Praca fizyczna w każdych warunkach atmosferycznych, często bez przerw, przez całe życie, zbiera swoje żniwo.

Raport FDPA i debata, która mu towarzyszyła, nie przyniosły gotowych recept. Pokazały jednak, że polska wieś zmienia się szybciej, niż zmieniają się instytucje, które mają ją obsługiwać. Pytanie, czy system ubezpieczeń społecznych rolników, projektowany w innej rzeczywistości demograficznej, jest w stanie nadążyć za wielozawodowym, starzejącym się i coraz bardziej sfeminizowanym rolnictwem, pozostaje otwarte.